czwartek, 28 lutego 2013


      Doprowadziłam się do normalnego stanu. Nie mogę uwierzyć, że już jest jesień, Próbuje myśleć o czymś innym, lecz nie umiem się uwolnić od tych strasznych obrazów. Za 7 dni odbędzie się kontrola i zostaną wybrane osoby do Okręgu Zapomnienia. Znowu 15 młodych ludzi trafi w to okropne miejsce.

     Polega to na tym, że wybierają 15 rodzin. Najmłodsze dziecko musi walczyć z resztą zawodników o swoich najbliższych, zanim on pod wpływem tortur zapomną o świecie. Może wygrać tylko jedna rodzina, co oznacza, że 14 osób musi zginąć, a ich  rodziny odejdą w zapomnienie. Jest 15 rocznica, więc rodzice lub opiekunowie będą walczyć o dzieci.

       Najchętniej położyłabym się spać, ale to mnie nie uspokoi. Wręcz przeciwnie. W łazience czeka stos brudnych ubrań. Wzięłam się do roboty. Na początek sprawdzałam kieszenie czy nic tam nie ma. W bluzie od brata znalazłam naszyjnik. Była to błękitna łza zawieszona na grubym łańcuszku. Może chce to podarować jakiejś dziewczynie.

      Nadchodziła pora obiadu. Zmęczona praniem zaczęłam gotować zupę. Za niedługo muszę iść odebrać dzieci ze szkoły, albo raczej tylko Niss, bo Chriss od razu idzie na spotkanie. Zapach parującego gulaszu napełnił dom. Dołożyłam jeszcze do ognia i wyszłam z domu. Ku mojemu zdziwieniu, ona czekała przed szkołą razem z bratem.

-W końcu jesteś! Przez ciebie się spóźnię!- krzyknął zdenerwowany Chriss.

-Dziś kończyliśmy godzinę wcześniej-prychnęła obrażona Niss.

-Przepraszam. Nie wiedziałam. Baw się dobrze na spotkaniu-mówię do brata i zwracam się do siostry- Ciebie młoda panno zapraszam na pyszny obiadek. Może potem się w coś pobawimy?- zapytałam radośnie.

-Tak, tak,tak!-piszczy  uradowana

     Żwawym krokiem powędrowałyśmy do domu. W okolicy starego zakładu włókienniczego zauważyłam małą dziewczynkę, siedzącą pod drzewem. Miała może dziesięć lat. Ubrana w kurtkę o wiele na nią za dużą. Strasznie przypomina mnie gdy byłam młodsza. Siedziałam pod tym samym drzewem w zielonej kurtce od ojca. Byłam wtedy strasznie smutna, bo rodzice więcej czasu poświęcali mojemu bratu niż mnie.

    Byłyśmy około 50 metrów od domu, gdy nagle usłyszeliśmy krzyki.

-Rue!-słyszę zrozpaczony głos.

  Odwracam się i widzę młodszą siostrę Nikolassa biegnącą w naszą stronę. Mała blodnyka bardzo podobna do brata. W ręku trzymała jego czapkę.

-Rue!Pomóż!

-Nina uspokój się! Powiedz co się stało,ale spokojnie –mówię troskliwym tonem.

-Zabrali go! Zabrali Nikolassa-łka Nina.

-Kto!?

-Strażnicy Dobra! Złapali go! Pójdzie na szubienice!

     W tej chwili zamarło mi serce.
-----------------------------------------------------------------------
Rozdział drugi. Co sądzicie? Piszcie, krytykujcie, dawajcie rady.
Przyjmę każdy komentarz z pokorą i się bardzo ucieszę, bo bardzo mi zależy na waszych opiniach. Chcecie czytać dalsze rozdziały? :)

Pozdrawiam :3

poniedziałek, 25 lutego 2013


    Znowu obudziłam się z krzykiem i łzami w oczach. Ten przeklęty sen nie chce mi dać spokoju. Kobieta o blond włosach i oliwkowej cerze śni mi się co noc. Jest ubrana w piękną białą suknię z aksamitu, lecz w miejscu serca jest dziura z której sączy  się krew. Próbuje ją zatamować, pomóc jakoś, ale bezskutecznie. Dziewczyna umiera, a ja się przebudzam. Uh, muszę wziąć się w garść.

   Wstaję, ubieram moje kapcie w kształcie królików i idę do lustra. Widzę wysoką dziewczynę o czarnych jak kruk włosach. Jej zielone duże oczy są dalej czerwone od łez. Twarz ma popuchniętą, a na ustach widać grymas wewnętrznego bólu. Jest chuda i ma długie nogi. Tak, to ja. Rue Cambell.

   Podchodzę do szafy pełnej spodni i koszul, ale jak zwykle zakładam dżinsy i zieloną koszulkę. W łazience parę razy przemywam twarz, ale i tak muszę się uspokoić, żeby moja buzia doszła do swojej normalnej postaci. Biorę szybki prysznic, a potem czeszę włosy i myję zęby. To już jest rutyna. Codziennie rano to samo.

   Po pewnym czasie wyglądam już normalnie. Schodzę na dół, ubieram kurtkę, buty i wyruszam w poszukiwaniu jedzenia. Jest chłodno, a zimny wiatr przeszywa mnie aż do kości. Dochodzę już do miejsca spotkania z Nikolassem. Blondynem o moim wzroście i błękitnych jak morze oczach.

   Gdy już czekam przed magazynem zauważam postać zbliżającą się od strony Łąki. Już z daleka go poznaję. Zielona czapa z pomponem oraz szara, gruba kurtka. To on.

-Witaj Rue. Gotowa na kolejny marny dzień w tym okropnym miejscu, w którym mieszkamy?-pyta zdenerwowany Nikolass.

  To nic nowego. Nikolass jest zawsze negatywnie nastawiony do każdego początku dnia. Przejdzie mu jak coś zje.

-Tak, jestem gotowa.-odpowiadam bez wahania i uśmiecham się przyjaźnie.

  Na początek postanowiliśmy iść do lasu nazbierać jabłek. Przeczołgaliśmy się pod drucianym ogrodzeniem, a następnie pobiegliśmy w głąb lasu. Nie ma mowy o ataku zwierząt, bo już zapadają w zimowy sen.

-O, jak dobrze oddychać tym świeżym powietrzem-wzdycha Nikolass

-Powietrzem się nie najemy-prycham złośliwie

-Nie denerwuj się od razu! Co cię tak nagle ugryzło?!

  Nie zamierzam mu odpowiadać, bo on dobrze wie, co mi jest. Mimo tego, że każdy ma hektar pola to my nie możemy brać zboża. Wszystko trafia do stolicy. Jedynie co mamy to rośliny.

  Na jesień jest najgorzej. Jedynym pozytywem są owoce na drzewach, ale większość zostawia się na zimę, bo wtedy już w ogóle nie ma co do gara włożyć. Co dwa dni spotykamy się z Nikolassem i wybieramy się  do lasu, żeby znaleźć  coś do jedzenia, mimo że grozi nam za to kara śmierci. Nikolass  i tak ma dobrze. Jego ojciec jest znanym kupcem, ale ma piątkę dzieci i żonę do wykarmienia, więc Niko, jako najstarszy z rodzeństwa musi też jakoś zarabiać dla rodziny. Jego wiek przeszkadzał mu w podjęciu jakiejś poważniejszej pracy, gdyż miał zaledwie 15 lat. Ja mam dwójkę rodzeństwa.

 Ja mam dwójkę rodzeństwa: pięcioletnią siostrę Niss oraz czternastoletniego brata Chrissa, jako że jestem głową rodziny to muszę ich wykarmić. Co prawda to dziwne, bo mam dopiero siedemnaście lat.
 
  Ojciec zmarł dwa lata temu. Miał wypadek w pracy na polu. Mama zaginęła. Kiedyś wyszła z domu i już nie wróciła. Bardzo przeżywaliśmy tą stratę rodziców, ale ja musiałam być twarda. Złożyłam podanie do stolicy o opiekę nad rodzeństwem. Przez rok co miesiąc sprawdzali czy jesteśmy w dobrym stanie. Gdy stwierdzili, że wszytko dobrze dali mi prawa opiekuńcze.
 
  Doszliśmy do sadu. Ja zbierałam po lewej stronie, a on po prawej. Jak mieliśmy już pół koszyka jabłek i gruszek usłyszeliśmy szelest i łamanie gałęzi. Ktoś szedł w naszą stronę. Bez wahania wskoczyliśmy w krzaki  i czekaliśmy. Po chwili zauważyłam dwie pary butów. Czarne kalosze. Nie zobaczyłam nic więcej, bo dwie postacie odeszły. Usłyszałam tylko jedno słowo.

-Uciekli!-krzyknął piskliwym głosem jeden z mężczyzn.

   Założę się, że to byli Wartownicy Dobra, którzy szukali kogoś, kogo mogliby ukarać za byle co. To dla nich uciecha.

    Gdy byliśmy pewni, że odeszli wróciliśmy do zbiorów. Kosze stawały się coraz cięższe. Jak napełniliśmy je po brzegi wróciliśmy do swoich domów.
 
    Jest 6.00. Dzieci jeszcze śpią. Zdążę zrobić śniadanie i parę przetworów na zimę, ale nagle słyszę płacz. Nasłuchuje i już wiem. To Niss. Pewnie znowu miała koszmar.

   Zmierzam w stronę schodów i ją widzę. Niska dziewczynka o pyzatej buzi i brązowych oczach. Jej krótkie ciemne włosy sterczały na boki, a grzywka przykryła jedno oko. W zielonej piżamie i misiem w ręce.  Stoi i płacze. po chwili biegnie i ściska mnie mocno.

-Już dobrze Niss. To tylko sen.- mówię troskliwie.

-Ale oni stali w tym okręgu! Bladzi i bez oznak życia! Ty tam byłaś i Chriss też!- mówi co chwilę łkając.

-Ale to tylko sen Niss! Kochanie my tam nie trafimy!

-Obiecujesz?-pyta błagalnym tonem

-Obiecuję.

   Jednak ja nie mam wpływu na to kto trafi do Okręgu Zapomnienia. Nikt na to nie ma wpływu.

   Po chwili widzę Chrissa na schodach. Jest ubrany w swoją ulubioną bluzę oraz spodnie dresowe. Jego zielone oczy tryskają życiem, a twarz promienieje ze szczęścia. Zobaczył Niss i z troską pyta.

-Znowu to?

  Dyskretnie kiwam głową. Po czym on przytulił mocno siostrę i pomógł jej się ogarnąć. Po jakiś 10 minutach wbiegają do kuchni śmiejąc się i skacząc.

-Chriss skąd u ciebie taki dobry humor?-pytam radośnie.

-Nie pamiętasz? Dzisiaj mam spotkanie z Glorią!- prycha lekko obrażony.

   No tak zapomniałam. Mój mały Chriss idzie na swoją pierwszą randkę, Mimo tego, że ma 14 lat to przeżycia sprawiły, że stał się rozsądnym i troskliwym chłopcem. Dba o swoją siostrę jakby była jego oczkiem w głowie. Mam w nim oparcie i jestem z tego powodu szczęśliwa.

-No już siadać do śniadania, bo się do szkoły spóźnicie-mówię i podaję im płatki z mlekiem.

   Po około 30 minutach byli już gotowi iść do szkoły. Odprowadziłam ich i wróciłam do pustego, cichego domu. Moje myśli dręczą obrazy kobiety ze snu i Okręgu zapomnienia.


----------------------------------------------------------------------------------
Oto pierwszy rozdział? Co myślicie? Może na początek nie jest porywający, ale mam nadzieję, że następne też przeczytacie i skomentujecie. Naprawdę mi na tym zależy. Chce wiedzieć co o tym myślicie. Pozdrawiam :)


sobota, 23 lutego 2013

Początek nowej przygody...

Cześć ludzie ;)
Nazywam się Wiktoria i piszę taką małą mini książkę.
Tutaj będę zamieszczać rozdziały. Mam nadzieję, że skomentujecie czy wam się podoba.
W polecanych linkach są blogi z podobnymi mini książkami.
M.in Igrzyska Śmierci widziane oczami Cato.
Zapraszam do czytania i komentowania blogów.

--------------------------------------------------------------------------------
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak by to było zapomnieć o wszystkich...
Wymazać wszystkie wspomnienia... Piękne i złe...
Zostawić cię na pastwę losu. Ciebie-człowieka bez emocji, torturowanego, któremu zabrali wszystko co miał...To się dzieję W Okręgu Zapomnienia...
-------------------------------------------------------------------------------
Taka jest zapowiedź. Wczoraj zaczęłam ją pisać. Mam już 1,5 rozdziału, ale myślę to połączyć w jeden. 
Jutro wstawię pierwszy rozdział.

Pozdrawiam :3